Tematy

„Był wszędzie i robił wszystko…”

Marian Kenig o Stefanie Starzyńskim

 

Stefan Starzyński od samego początku w warunkach wojennych okazał się „mężem opatrznościowym” stolicy. To głównie dzięki jego zarządzeniom i postawie udało się opanować chaos w mieście, jaki powstał po ewakuacji władz państwowych. Prezydent Warszawy już dzień po tym zaskakującym dla mieszkańców stolicy fakcie powołał pierwszą w wojennej Warszawie ochotniczą formację, którą stała się Straż Obywatelska. Jej celem było przywrócenie w mieście ładu i porządku po ewakuacji rządu i części posterunków Policji Państwowej. Po kilku dniach od jej powstania Straż osiągnęła liczbę 5 tysięcy członków, zapewniając ochronę placówek dyplomatycznych i instytucji użyteczności publicznej oraz zabezpieczając opuszczone gmachy urzędów państwowych. Rola Starzyńskiego jako prezydenta miasta była jednak w tym czasie bardzo ograniczona. Władze cywilne zostały bowiem całkowicie podporządkowane władzom wojskowym. Niemniej Starzyński starał się współpracować z gen. Walerianem Czumą, wyznaczonym na dowódcę obrony Warszawy, oraz wspierać wojsko w przygotowaniach do odparcia nadciągających (po przegranej bitwie granicznej) wojsk niemieckich.

Drugim ważnym momentem dla Warszawy były pierwsze dni oblężenia. Wówczas to Starzyński przygotował miasto do funkcjonowania w warunkach wojennych. 8 września pierwsze oddziały niemieckie w postaci 4 Dywizji Pancernej dotarły na przedmieścia Warszawy. Tego samego dnia gen. Czuma, na podstawie zarządzenia Ministra Spraw Wojskowych i Wewnętrznych o „stanie wojennym” wprowadzonym 1 września 1939 r., mianował prezydenta Starzyńskiego – cywilnym komisarzem przy Dowództwie Obrony Warszawy. Starzyński, akceptując przydzieloną mu funkcję, wydał odezwę do mieszkańców stolicy, w której m.in. pisał: „Obejmując władzę, podporządkowuję sobie wszystkie lokalne urzędy cywilne, których przedstawiciele zgłaszać się mają po instrukcje, oraz wzywam wszystkich obywateli stolicy, aby zgodnie z wezwaniami ogłoszonymi przez radio stanęli z powrotem na swoich posterunkach, a życie codzienne toczyło się normalnie”. Jako komisarz cywilny Starzyński przystąpił natychmiast do stworzenia w ramach Komisariatu Cywilnego nowych struktur administracyjnych. Pod jego władzą znalazły się wszystkie instytucje związane z funkcjonowaniem miasta oraz instytucje o charakterze niewojskowym, związane z obroną Warszawy, a więc: Obrona Przeciwlotnicza (OPL), Straż Ogniowa, Straż Obywatelska, Komenda Policji Państwowej, służby sanitarne, transportowe, aprowizacyjne, opieka społeczna oraz administracja publiczna. Jednocześnie ze względu na trudności komunikacyjne Starzyński wyznaczył swojego przedstawiciela na Pradze (był nim Bronisław Chajęcki), który w prawobrzeżnej części miasta miał założyć osobny Komisariat Cywilny. Na apel oraz z inicjatywy Stefana Starzyńskiego administrację miasta wsparły istniejące lub tworzone ad hoc organizacje społecznie, takie jak Robotniczy Komitet Pomocy Społecznej „Robotnik” czy Stołeczny Komitet Samopomocy Społecznej. Starzyński starał się również skutecznie wspierać wojsko w trakcie oblężenia miasta. Gdy gen. Walerian Czuma w dniu 6 września wydał zgodę na formowanie się Robotniczych Batalionów Obrony Warszawy, prezydent Starzyński trzy dni później tak oto apelował poprzez radio do mieszkańców stolicy: „Wzywam 600 młodych, odważnych ludzi, zdecydowanych umrzeć za Warszawę i Ojczyznę”. W efekcie utworzono 16 kompani w sile 5 tysięcy ludzi, których dowódcą został Marian Kenig. Następnie 11 września Starzyński powołał Ochotnicze Bataliony Pracy, „których zadaniem [było] wykonywanie robót związanych z obroną stolicy”. Ogółem sformułowano pięć kompani liczących po 100 ludzi. Jako Komisarz Cywilny Starzyński wydał szereg zarządzeń, które miały na celu wzmocnienie dyscypliny w mieście oraz utrzymanie porządku publicznego. W swoich wystąpieniach radiowych informował mieszkańców stolicy o zmieniającej się sytuacji miasta, dziękował im za ich postawę, tłumaczył, jak mają żyć i co robić w godzinach najcięższej próby. Postawę Starzyńskiego podczas obrony Warszawy tak oto scharakteryzował Marian Kenig: „Był wszędzie i robił wszystko, a taka metoda pracy bardzo szybko wyczerpywała siły fizyczne i psychiczne, toteż nawet niezbyt wytrawny obserwator mógł w czasie rozmowy [z nim] zauważyć, że mimo pozornego zewnętrznego opanowania – toczy się w tym człowieku jakaś wewnętrzna walka […] Starzyński zdawał sobie dokładnie sprawę z błędów popełnionych przez jego politycznych przyjaciół. Mógł razem z nimi ratować się ucieczką. Stał jednak od nich wyżej moralnie; wybrał więc drogę taką, jaką mu honor nakazywał pójść”.

Czytaj więcej

 

 

„Był wszędzie i robił wszystko…”

Marian Kenig o Stefanie Starzyńskim

 

Stefan Starzyński od samego początku w warunkach wojennych okazał się „mężem opatrznościowym” stolicy. To głównie dzięki jego zarządzeniom i postawie udało się opanować chaos w mieście, jaki powstał po ewakuacji władz państwowych. Prezydent Warszawy już dzień po tym zaskakującym dla mieszkańców stolicy fakcie powołał pierwszą w wojennej Warszawie ochotniczą formację, którą stała się Straż Obywatelska. Jej celem było przywrócenie w mieście ładu i porządku po ewakuacji rządu i części posterunków Policji Państwowej. Po kilku dniach od jej powstania Straż osiągnęła liczbę 5 tysięcy członków, zapewniając ochronę placówek dyplomatycznych i instytucji użyteczności publicznej oraz zabezpieczając opuszczone gmachy urzędów państwowych. Rola Starzyńskiego jako prezydenta miasta była jednak w tym czasie bardzo ograniczona. Władze cywilne zostały bowiem całkowicie podporządkowane władzom wojskowym. Niemniej Starzyński starał się współpracować z gen. Walerianem Czumą, wyznaczonym na dowódcę obrony Warszawy, oraz wspierać wojsko w przygotowaniach do odparcia nadciągających (po przegranej bitwie granicznej) wojsk niemieckich.

Drugim ważnym momentem dla Warszawy były pierwsze dni oblężenia. Wówczas to Starzyński przygotował miasto do funkcjonowania w warunkach wojennych. 8 września pierwsze oddziały niemieckie w postaci 4 Dywizji Pancernej dotarły na przedmieścia Warszawy. Tego samego dnia gen. Czuma, na podstawie zarządzenia Ministra Spraw Wojskowych i Wewnętrznych o „stanie wojennym” wprowadzonym 1 września 1939 r., mianował prezydenta Starzyńskiego – cywilnym komisarzem przy Dowództwie Obrony Warszawy. Starzyński, akceptując przydzieloną mu funkcję, wydał odezwę do mieszkańców stolicy, w której m.in. pisał: „Obejmując władzę, podporządkowuję sobie wszystkie lokalne urzędy cywilne, których przedstawiciele zgłaszać się mają po instrukcje, oraz wzywam wszystkich obywateli stolicy, aby zgodnie z wezwaniami ogłoszonymi przez radio stanęli z powrotem na swoich posterunkach, a życie codzienne toczyło się normalnie”. Jako komisarz cywilny Starzyński przystąpił natychmiast do stworzenia w ramach Komisariatu Cywilnego nowych struktur administracyjnych. Pod jego władzą znalazły się wszystkie instytucje związane z funkcjonowaniem miasta oraz instytucje o charakterze niewojskowym, związane z obroną Warszawy, a więc: Obrona Przeciwlotnicza (OPL), Straż Ogniowa, Straż Obywatelska, Komenda Policji Państwowej, służby sanitarne, transportowe, aprowizacyjne, opieka społeczna oraz administracja publiczna. Jednocześnie ze względu na trudności komunikacyjne Starzyński wyznaczył swojego przedstawiciela na Pradze (był nim Bronisław Chajęcki), który w prawobrzeżnej części miasta miał założyć osobny Komisariat Cywilny. Na apel oraz z inicjatywy Stefana Starzyńskiego administrację miasta wsparły istniejące lub tworzone ad hoc organizacje społecznie, takie jak Robotniczy Komitet Pomocy Społecznej „Robotnik” czy Stołeczny Komitet Samopomocy Społecznej. Starzyński starał się również skutecznie wspierać wojsko w trakcie oblężenia miasta. Gdy gen. Walerian Czuma w dniu 6 września wydał zgodę na formowanie się Robotniczych Batalionów Obrony Warszawy, prezydent Starzyński trzy dni później tak oto apelował poprzez radio do mieszkańców stolicy: „Wzywam 600 młodych, odważnych ludzi, zdecydowanych umrzeć za Warszawę i Ojczyznę”. W efekcie utworzono 16 kompani w sile 5 tysięcy ludzi, których dowódcą został Marian Kenig. Następnie 11 września Starzyński powołał Ochotnicze Bataliony Pracy, „których zadaniem [było] wykonywanie robót związanych z obroną stolicy”. Ogółem sformułowano pięć kompani liczących po 100 ludzi. Jako Komisarz Cywilny Starzyński wydał szereg zarządzeń, które miały na celu wzmocnienie dyscypliny w mieście oraz utrzymanie porządku publicznego. W swoich wystąpieniach radiowych informował mieszkańców stolicy o zmieniającej się sytuacji miasta, dziękował im za ich postawę, tłumaczył, jak mają żyć i co robić w godzinach najcięższej próby. Postawę Starzyńskiego podczas obrony Warszawy tak oto scharakteryzował Marian Kenig: „Był wszędzie i robił wszystko, a taka metoda pracy bardzo szybko wyczerpywała siły fizyczne i psychiczne, toteż nawet niezbyt wytrawny obserwator mógł w czasie rozmowy [z nim] zauważyć, że mimo pozornego zewnętrznego opanowania – toczy się w tym człowieku jakaś wewnętrzna walka […] Starzyński zdawał sobie dokładnie sprawę z błędów popełnionych przez jego politycznych przyjaciół. Mógł razem z nimi ratować się ucieczką. Stał jednak od nich wyżej moralnie; wybrał więc drogę taką, jaką mu honor nakazywał pójść”.

Trzecim ważnym momentem we wrześniu 1939 r. były dla Starzyńskiego wydarzenia, wprawdzie odległe od Warszawy, ale których konsekwencje mogły mieć zasadnicze znaczenie dla dalszych losów stolicy. Otóż 17 września miasto obiegły dwie informacje podane z nasłuchów radiowych – niestety obie złe. Warszawiacy w tym dniu dowiedzieli się o przekroczeniu wschodnich granic Rzeczypospolitej przez Armię Czerwoną oraz o opuszczeniu kraju przez Prezydenta RP i Naczelnego Wodza. Pierwsza wiadomość ze względu na jej lakoniczną i wieloznaczną treść wzbudziła duże zaskoczenie wśród mieszkańców Warszawy i liczne pytania co do intencji władz sowieckich. Druga natomiast przyczyniła się do obniżenia morale cywilów i wojskowych. Tego samego dnia dowódca Armii Warszawa gen. Juliusz Rómmel wysłał swoich parlamentariuszy do Ambasady Sowieckiej, a następnie wezwał na naradę podległych mu dowódców wojskowych i przedstawicieli władz cywilnych, ze Stefanem Starzyńskim na czele. Dramatyczny przebieg owych rozmów i ostrą wymianę zdań opisuje w swoich Dziennikach ppłk Wacław Lipiński, szef Biura Propagandy przy Dowództwie Obrony Warszawy. Według jego relacji na tej naradzie de facto miała dokonać się próba powołania nowego rządu, podyktowana opuszczeniem kraju przez główne władze wojskowe i cywilne. Jednakże stanowczy sprzeciw Starzyńskiego zapewne udaremnił zamach stanu zaplanowany przez gen. Rómmla, który uprzednio z pominięciem Naczelnego Wodza i Prezydenta RP rozesłał depeszę do wojsk polskich walczących na wschodzie kraju, aby traktowali Armię Czerwoną jako sprzymierzeńców. Od tego zdarzenia Starzyński wziął na siebie moralną i w jego przekonaniu polityczną odpowiedzialność za Warszawę.

Gdy potwierdziły się wieści o opuszczeniu kraju przez prezydenta Ignacego Mościckiego i Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego, Starzyński oficjalnie wystąpił z apelem radiowym do zachodnich sojuszników, prosząc ich o pomoc. 19 września prezydent Warszawy w przemówieniu radiowym mówił: „Czekamy spokojnie, trwamy na stanowiskach i wierzymy, że pomoc Francji i Anglii będzie szybka i skuteczna i pozwoli uchronić od bombardowania tysiące kobiet, starców i dzieci”. Przemówienie to było odbierane w całym kraju i za granicą. W odpowiedzi przysłano z Londynu depeszę o treści: „cały świat podziwia odwagę Warszawy […]. My, wasi sprzymierzeńcy, walczyć będziemy o przywrócenie Waszej wolności”. Nie o takie jednak wsparcie prosił Starzyński w swoim apelu radiowym, zaś słowa „będziemy walczyć o przywrócenie Waszej wolności” mogły być odebrane jednoznacznie w sytuacji, gdy wolności Warszawa jeszcze nie utraciła. Toteż jeszcze tego samego dnia Starzyński przez radio odpowiedział na otrzymaną depeszę w sposób bardziej konkretny: „Bezprzykładne, bezustanne barbarzyńskie bombardowanie ciężką artylerią i nalotami bombowymi Warszawy […] skłania prezydenta m.st. Warszawy do ponownego apelu do rządów sprzymierzonych państw Wielkiej Brytanii i Francji z zapytaniem, kiedy pomoc brytyjsko-francuska zostanie udzielona Polsce w sposób, który wpłynie na odparcie najazdu niemieckiego i uwolnienie ludności polskiej i jej stolicy od dalszego morderstwa i zniszczenia reszty zrujnowanych domostw”.

Pomoc aliancka jednak nie przyszła – nad niebem Warszawy nie pojawiły się samoloty RAF-u, a w Gdyni nie wylądował brytyjski korpus interwencyjny. Natomiast 19. dnia oblężenia stolicy – w dniu 25 września 1939 r. – Warszawa została w bezprzykładny sposób (biorąc pod uwagę dotychczasową historię wojen) zbombardowana. O godzinie 6.00 nad jej niebem pojawiło się 400 niemieckich bombowców, a 900 niemieckich dział rozpoczęło atak artyleryjski. Ten dzień warszawiacy nazwali „lanym poniedziałkiem”. Rezultatem tego skomasowanego ataku z lądu i powietrza było pozbawienie miasta jego infrastruktury, bez której dalsze jego funkcjonowanie było praktycznie niemożliwe. Warszawiaków dotknął brak prądu i wody, zaś zapasy żywności były na wyczerpaniu. Miastu groził wybuch epidemii, a w konsekwencji być może również zamieszki. Dalsza obrona stolicy nie miała uzasadnienia również z wojskowego punktu widzenia – załodze Warszawy kończyła się amunicja, a na poważną, skuteczną pomoc wojsk walczących w głębi kraju nie można było liczyć. W tej sytuacji gen. Rómmel, który już od 17 września nosił się z zamiarem poddania Warszawy Sowietom, nie doczekawszy się przybycia oddziałów Armii Czerwonej, poddał stolicę oblegającym ją wojskom niemieckim. Jedną z nielicznych osób, które były przeciwnikiem kapitulacji, był Stefan Starzyński.

Kapitulacja Warszawy to przedostatni ważny punkt we wrześniowej i powrześniowej biografii Stefana Starzyńskiego. Aleksander Ivánka, szef Działu Finansowego przy Komisariacie Cywilnym, tak oto opisuje reakcję Starzyńskiego na decyzję o poddaniu Warszawy: „Po raz pierwszy i jedyny widziałem Starzyńskiego załamanego, a równocześnie zdumionego i skonsternowanego, że mogła nastąpić kapitulacja […]. Starzyński zasiadł za jakimś stołem i po kolei zapraszał swoich współpracowników na krótką rozmowę. Gdy przyszła na mnie kolei, Starzyński powiedział do mnie: «Musimy kapitulować. Co chce Pan ze sobą zrobić?» – «Nie wiem odpowiedziałem. – A Pan?» – «Nie wiem – odrzekł Starzyński. – Chyba palnę sobie w łeb»”.

Starzyński rozważał dwa rozwiązania: samobójstwo lub ukrywanie się przed Niemcami. Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz namawiał go, aby wstąpił do właśnie utworzonej konspiracyjnej organizacji o nazwie Służba Zwycięstwu Polsce. Od obu rozwiązań odwiódł jednak Starzyńskiego ppłk Lipiński, który w rozmowie z nim miał powiedzieć: „Jeśli zostaniecie nadal jako prezydent stolicy, który dzieli los miasta i ludności, który nie opuszcza Warszawy w najcięższych chwilach – będzie to logiczne zakończenie dotychczasowej postawy […] jeśli chodzi o Niemców – nie odważą się was ruszyć. Zbyt głośną na cały świat jesteście postacią”.

Starzyński pozostał w Warszawie, wykonując swoje obowiązki w zmienionej rzeczywistości jeszcze przez miesiąc. 27 października do jego gabinetu wkroczyli Niemcy… Do 2014 r. data i okoliczności śmierci prezydenta Starzyńskiego pozostawały jedynie w sferze przypuszczeń. Dziś wiemy, że prezydent Warszawy został zamordowany przez Niemców pomiędzy 21 a 23 grudnia 1939 r. Epilog jego bohaterskiej postawy według hipotez miał się rozegrać w ogrodach sejmowych lub w bliskich okolicach Warszawy. Do dnia dzisiejszego nie odnaleziono jego ciała. 


Grzegorz Konsalik

Czytaj mniej